poniedziałek, 27 października 2014

22.

M.
Nie poszłam dziś do baru. Zadzwoniłam, powiedziałam że mnie nie będzie, i ze mam nadzieję, że sobie poradzą beze mnie. Nikt nie pytał, od kiedy straciłam H. nie pytają.
Siedziałam przez długi czas w kuchni, przy stole, czekając, aż deszcz przestanie padać. Lubię deszcz, tego dnia jednak nawet on nie mógł pomóc. Wiesz, to był jeden z tych dni, kiedy od samego rana czułam, że moja dusza jest smutna. Cóż miałam zrobić? Pozwoliłam jej się smucić.
 Po południu przestało padać, założyłam więc kurtkę, dni przecież są coraz chłodniejsze, i wyszłam na dwór. Szłam przed siebie, tak po prostu, dając się ponieść nogom i sercu. Nie wiem, ile czasu szłam, nawet nie wiem, dokąd doszłam. To nie miało, i wciąż nie ma, żadnego znaczenia.
Zdałam sobie sprawę, tak zupełnie nieoczekiwanie i mocno, że nie chcę, żebyś odchodził. Wiem, że w żaden sposób tego po mnie nie widać. Nie mówię do ciebie, nie patrzę na ciebie, nie odpowiadam. Wyrzuciłam cię do salonu i udaję, ze nie istniejesz, gdy stawiasz przede mną talerz ciepłego obiadu. Co więcej, nie umiem sobie wyobrazić, tu i teraz, że będzie inaczej, że będzie jak dawniej. Bo przecież tak dużo się stało między nami. Tak wiele nas poróżniło, a jednocześnie, zupełnie przypadkowo, na nowo połączyło. Szczerze powiedziawszy, to ja już nie wiem gdzie wschodzi, a gdzie zachodzi, nasze wspólne słońce. Ale ono istnieje, na pewno, jego nie da się zniszczyć.
Wiesz, to co nas połączyło wtedy, kilka lat temu… Ja wciąż jestem pewna tego, że to było coś niezwykłego i niepowtarzalnego. Ludzie zaczytują się w książkach o pięknych, wielkich miłościach, a nie zauważają, że takie same są tuż obok nich. My byliśmy tego przykładem. Zakochaliśmy się w sobie już przy pierwszym spojrzeniu, choć docierało to do nas powoli. W końcu daliśmy się temu ponieść i uczucie niosło nas bardzo długo. W końcu coś się stało, coś poszło nie tak, jakiś mechanizm zawiódł. Ale w gruncie rzeczy wciąż się kochaliśmy, tylko nie bardzo potrafiliśmy, i chcieliśmy, się do tego przyznawać. Jakby to było coś strasznego lub wstydliwego.
To jednak nie ma znaczenia. Bo wiesz, nasza miłość naprawdę była szczera i piękna. Ludzie lubią opowiadać o pękających sercach, o tym jak rozpadają się na tysiące kawałków, jak gubią w tym wszystkim siebie, jak się zatracają w miłości, która odeszła, skończyła się. Ich serca rozpadają się tak długo i tak mocno, aż nie pozostaje po nich nawet najmniejszy ślad. Ale u mnie nic takiego się nie stało. Wciąż miałam serce, ono wciąż było całe, bez najmniejszej nawet rysy. Nie mógłbyś złamać mi serca i zachować własnego. Ty ofiarowałeś mi siebie samego, przyjmując w zamian mnie. W moim sercu jest fragment twojego, w twoim- mojego. I już zawsze będzie, już zawsze będziemy ze sobą złączeni, choćby chciał nas rozdzielić cały świat. Bo to, co nas spotkało, nasza miłość, zdarza się raz na tysiąc par. Każdy marzy o takim uczuciu, a my je dostaliśmy za nic, zupełnie za darmo.
Gdy wracałam do domu, przemoczona do suchej nitki, odkryłam, że nie chcę tam wracać, jeśli ciebie tam nie będzie. Nie chcę tam wchodzić, jeśli nie usłyszę twojego głosu i nie zobaczę twoich oczu. Na nic mi to mieszkanie, jeśli ciebie w nim nie będzie. Na nic moje życie, jeśli w nim nie zostaniesz. Opuściłeś mnie, to prawda. Wciąż jednak, naumyślnie, ignorowałam ten oczywisty fakt- zrobiłeś dokładnie to, o co cię przez cały ten czas prosiłam, to czego pragnęłam. Wróciłeś.
Wolę nauczyć się na nowo żyć z tobą, niż całe życie umierać bez ciebie.

C.

2 komentarze:

  1. Autorze, przestań pisać do szuflady! Zapraszamy do sprawdzenia naszego portalu www.wydacksiazke.pl. Przetestuj system, w którym możesz samodzielnie zaprojektować i opublikować własną książkę.Po więcej informacji na temat self-publishingu zapraszamy na www.blog.wydacksiazke.pl Pozdrawiamy, WydacKsiazke.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby C. próbowała sobie ułożyć życie od nowa? Cieszę się, że daje M. kolejną szansę, ale to brzmi trochę tak, jakby się poddawała i straciła wiarę w to, że może sama żyć ze sobą, albo poznać kogoś innego. Spodziewałam się, że wygoni go za drzwi i każe nigdy więcej nie wracać, a tu proszę - taka miła niespodzianka.
    Mam nadzieję, że za parę rozdziałów, nie bedzie żałować podjętej decyzji i że nie będzie znowu płakać w poduszkę. Ona musi być silna i w końcu wziąć się za siebie, bo póki co dla mnie jest jednym wielkim kataklizmem uczuciowym.
    Pożyjemy zobaczymy, no nie? :)
    W między czasie zapraszam do mnie na nowy rozdział :) W końcu :)
    Love, Lili <3

    OdpowiedzUsuń

Archiwum